sobota, 5 listopada 2011

ona

Gospodarczy dzień czuła w całym jestestwie. Przyjemne fizyczne zmęczenie pozwalało zapomnieć choć na chwilę o zmęczeniu psychicznym. Ostatnie tygodnie odłożyły się znużeniem, zniechęceniem. Ileż można iść pod górę? Zadyszka wspinaczką dawała się ostro we znaki, przytępiając apetyt na cokolwiek.
Spojrzała na gg.
Słoneczko Marszanda świeciło pełnym blaskiem. Po kilku nieudanych próbach nawiązania rozmowy zamilkł. Sama nie wiedziała dlaczego nie odpowiadała. Nie miała w sobie słów, myśli, którymi chciałaby się podzielić, a bezowocna paplanina była bezsensowna.
Czy to prace fizyczne, czy może odtajanie psychiczne spowodowało że czekała na jego odezwanie. Zmieniła status na "zaraz wracam" by ułatwić mu zaklikanie.
Przejrzała pocztę. Parę nieistotnych wiadomość, spam, oferta od producenta..., szybko zrobiła porządek, wylogowała się.
Z listy zaprzyjaźnionych blogów wybrała kilka, przeczytała, skomentowała, blog Marszanda zostawiła na koniec.
Od ostatniej jej bytności przybyło parę postów. Jak u większości przeważała tematyka nadchodzących Wszystkich Świętych, refleksje, zadumanie. Przeszła do komentarzy. Długi wianuszek czytaczek jak zwykle wiernie komentowało posty, zachwycając się treścią, sposobem narracji. Fakt, że potrafił w prostych słowach wyrazić sporo emocji, że myśli ubrane w słowa były klarowne, że żonglował nimi niczym wytrawny żongler mistrzowsko wykonujący swój zawód, ale czytała sporo blogów pisanych równie ciekawie, których autorkami były kobiety, a wianuszki odwiedzających były znacznie uboższe.
Refleksja nasuwała się sama..., panowie, będący w mniejszości, mieli dużo większe powodzenie, i niekoniecznie powodem była treść, i sposób przekazu.
Uśmiechnęła się do myśli niewypowiedzianych, nienapisanych i wróciła do czytania...


 "Dzień zadumy, wspomnień i spotkań nad grobami najbliższych. W telewizji wspomnienia tych, którzy odeszli, a jednak pozostali. Ostateczny koniec dotyka wszystkich. Pani Ostateczność zagarnia w swe ramiona każdego. Bogatych, biednych, znanych i tych bezimiennych.
Dzisiaj też uzmysławiamy sobie krótkość tej naszej wędrówki i to, że trwonimy nasz czas na tyle niepotrzebnych rzeczy.
Jadąc z cmentarza usłyszałem w radio utwór, który przepięknym głosem Anny German uzmysłowił mi to, o czym tak często zapominamy.
Uśmiechaj się, do każdej chwili uśmiechaj,
Na dzień szczęśliwy nie czekaj,
Bo kresu nadejdzie czas, nim uśmiechniesz się chociaż raz.
Uśmiechaj się, uśmiechaj się!”.
Pamiętam Jej uśmiechniętą twarz. Taką ją pamiętam, Matkę. Chciałbym by i mnie takiego zapamiętano. Żebym umiał tak cieszyć się z każdego dnia jak Ona. Staram się."

Musiał ją bardzo kochać..., pomyślała kończąc czytanie. Przez chwilę miała ochotę skomentować, ale widząc kilkadziesiąt wpisów, zrezygnowała. Nigdy nie lubiła tłoku, nie znosiła być jedną z wielu, może dlatego tak często czuła samotność? 
Spojrzała na jego gg, i w tej chwili złote słoneczko przeszło czerwienią w "niedostępny". Poczuła się zawiedziona. Czemu? 
Podświadomie była pewna, że Jakub, gdy tylko zobaczy że jest dostępna, odezwie się, i rozminięcie się rzeczywistości z jej scenariuszem nieprzyjemnie ukłuło jej kobiecą  próżność. 
Przez chwilę patrzyła w ekran, i po chwili zdecydowanym ruchem kliknęła na "zamknij".

sobota, 15 października 2011

on

Rzeczą ludzka jest błądzić, a Pięknych Kobiet wybaczać”. Wybaczajcie Kobiety swoim i nieswoim mężczyznom. Oni są tylko niedoskonałym produktem zmęczonego Pana Boga, a Wy? Doskonałością! Żaden dzień się nie powtórz, więc jak radził Horacy “ Carpe diem"!

Nie rozmieniaj życia na drobne!

środa, 5 października 2011

on

Przeżyć chwilę.
Był na przepięknej wycieczce. Wioska łużycka. Skansen.
Historia zmieszana z dniem dzisiejszym. W drewnianej chacie, święty obraz zawieszony nad łóżkiem czeka na modlitwę. Kolorowe skrzynie pod ścianą pełne kolorowych szmatek. Z otwartej szafy wyglądają zamaszyste spódnice, kolorowe staniki, spodnie w pasy i wyszywane koszule.
W drugiej izbie wielgachny wybielony piec chlebowy. Obok na ławie drewniane formy do bochenków i łopaty żeby je włożyć i wyjąć.
Drewniane chaty, w małych oknach czerwone pelargonie, drewniane płoty i sczerniałe sztachety na których wiszą gliniane garnki.
Pełna wariacja! Zupełny odlot w przeszłość. Uwielbiał takie klimaty!
Gdy dodać do tego słońce i bezchmurne niebo odbijające się w małym bajorze, złote rybki czekające na chleb i życzenia, można się zachwycić.( znowu wypowiedział życzenie, ale tym razem już ostrożnie!))
Oddychał pełną piersią. Serce biło równo i spokojnie.
Wdychał w siebie zapach starego drewna, skoszonej trawy, lawendy rosnącej pod oknem i spokoju. Żal było wracać. Czas ma jednak swój tor którym biegnie bez względu na miejsce i pragnienia. Można tylko spróbować przeżyć chwilę jak najpiękniej i zachować ją wspomnieniem. Tak jak tą dzisiejszą.
Słońce z wolna chyliło się ku zachodowi. Czas wracać. Motor popędzony rozrusznikiem zamruczał. Jedynka, gaz, dwójka, trójka, czwórka..., jechał w stronę nieba zabarwionego na złoto. Wracał do domu.

niedziela, 2 października 2011

ona

Ostatni łyk odsłonił dno. Nalała kolejną porcję. Smutek uwieszony u ramion ciążył. To już prawie trzy miesiące, a dla niej jakby wczoraj. Mówią "czas leczy rany", może i tak, ale dla niej bolesność dzisiaj była równie mocna jak w poranek letni, gdy nadeszła wiadomość której nie chciała usłyszeć.
Z kontaktów gg spoglądały na nią roześmiane oczy koloru kasztanów. Nie potrafiła, nie chciała ich usuwać, choć wiedziała, że żadne słowo nie pobiegnie cyberprzestrzenią w tamtą stronę.
"Marszand przesyła wiadomość" - zaklikało gg. Otworzyła.
- Jesteś?
Po namyśle odpisała.
- Tak.
- Witaj! Długo Cię nie było Mario, czy to coś znaczy?
- Tylko to że mnie nie było
- Rozumiem że nie masz ochoty dzisiaj na rozmowę, a przynajmniej ze mną.
- Chyba nie jestem dzisiaj w nastroju do rozmów z kimkolwiek.
- Czy coś się stało????
- Stało się, nie dzisiaj, nie wczoraj, ale choć mineło już trochę czasu, nadal kładzie się cieniem na teraźniejszości. Odeszła moja Przyjaciółka i bywają wieczory kiedy wspomnienia wracają i bolą.
- Rozumiem..., czy mogę jakoś pomóc?
- A potrafisz mi ją zwrócić?
- Niestety nie.
- Więc nie możesz, ale dziękuję że chciałeś. Wybacz Jakubie, ale pójdę już, przepraszam.
Nie czekając na odpowiedź wyłączyła gg i nalała kolejny kieliszek wina. Miała ochotę sie upić, znieczulić i nie potrzebowała do tego towarzystwa.

czwartek, 22 września 2011

on

Usiadł,krzesło zaskrzypiało. Trzeba chyba je wreszcie wymienić, pomyślałi nogą nacisną przycisk. Maszyna szumem zameldowała start.
Na biurku zamiast lampki koniaku stała gorąca herbata, a obok, opakowanie NovoRutinu C. Cisza w domu związana była nie z „cichymi dniami”, tylko dolegliwościami górnych dróg oddechowych. Bolące gardło skutecznie zniechęcało do rozmów, więc spokojnie mógł milczeć. Internet zaczął coraz agresywniej wbijać się w jego świadomość. Nie chciał tego. Kilka dni „urlopu” tylko spotęgowało zniecierpliwienie. Doskonale zdawał sobie sprawę,dlaczego! Nie chciał tego, bał się, że nie potrafi nad tym zapanować.
Houstonśpiewała „i will always loveyou „ saksofon wtórował jej czystym dźwiękiem, a gg oznajmiło że ktoś czeka
-Puk, puk, jest tam kto ? jeśli tak, to może się odezwie?
-Ktoś się odezwie i wita :)
– Cóżto było, strajk czy odwyk?
-Lekki brak czasu.
– Muszęuczciwie przyznać, że zaczynam się przyzwyczajać do tych naszych wieczornych rozmów. To chyba nie najlepiej, prawda?
To bardzo dobrze, ja również popadam w przyzwyczajenie i zaczyna to smakować jak lampka czerwonego wytrawnego wina.
-Wolę białe!
-Nie będę się upierać, może być białe, ale wytrawne ok.?
– Obowiązkowo!
-To może dasz się zaprosić?
-Na wirtualną lampkę wina? Dlaczego nie, byliśmy już na spacerze, więc teraz możemy przejść do lampki wina. Ale kto przychodzi, do kogo?
– Może Ty do mnie? W kominku się pali, fotele i lampki czekają, więc?!
- Nie wiem czy wypada?
- Przecież to tylko lampka wina, białego zresztą :)
- zaryzykuję, idę, puk, puk!
- ....................................
-Coś nie tak? Drzwi zamknięte, klucz połkniony :)?
– Nie użyłaś dzwonka, siedzę przy kominku i nie słyszę :)
-Ddddddrrrrrrrrrrrr, słychać? :)
– Jużotwieram! Wejdź, cieszę się, że już jesteś! Proszę, siadaj tu, przy ogniu, znowu masz zimne ręce:).
-Zawsze mam takie:), ale tu tak ciepło i przytulnie, że na pewno zaraz będzie ciepło!
Proszę,oto Twoje wino, za co wypijemy? Za spotkanie?
Może za spotkanie? Proste, a zawiera wszystko:)
Więc za nas.
Czy to Sting?
-Tak, nie lubisz? Mogę zmienić!
-Zostaw, jest dobrze, mogłabym tu zostać do końca świata.
Więc zostań.
Gdyby to było takie proste. Zostać tam gdzie nam dobrze. Szkoda, że jest to niemożliwe.
-Dużo od nas samych zależy, przecież to my decydujemy co z nami będzie.
-Doprawdy Jakubie? A co z tymi którzy są obok nas? Zapomniałeś o nich?
Teraz jest tu i teraz. Teraz jest ogień w kominku, lampka wina i dwoje ludzi, którzy słuchają Stinga. Czy przez chwilę nie może tak być?
-Ale nasze życie jest w nas! Nie da się tego pominąć.
Więc zostaw to życie, spróbuj przez tę chwilę być Marią, która chciała usiąść z Jakubem przy kominku i wypić łyk wirtualnego wina. Przecież chciałaś, prawda Mario?
-Tak
- Więc pozwól wyobraźni na odrobinę szaleństwa i daj się jej ponieść, to nic nie kosztuje Myślisz że nie kosztuje? Naprawdę tak myślisz? Przecież wiesz dobrze, że to nie tylko wirtual, wiesz że emocje są prawdziwe i przecież czekałeś aż się odezwę, prawda Jakubie? Czekałeś?!
Tak, ale przecież to nic złego, że porozmawiamy, że przejdziemy siępo parku, którego nie ma.
Nie ma?! A czy nie poprowadziłeś mnie do parku, który dobrze znasz, nie siedzieliśmy na ławce, na której naprawdę siadałeś? Więc to już nie jest wirtual. Część z tego jest prawdziwe, może tylko przesunięte w czasie. My też istniejemy naprawdę, siedzimy i patrzymy na dwa różne monitory, ale na te same słowa! To nie całkiem wirtual!
Ale tylko od nas zależy czym to jest, czy raczej czym może być. My ustalamy reguły!
-Jakubie, to nie szachy czy monopol, to życie! To emocje! Takich słów nie słyszałam od lat i jak myślisz, jak się czuję?
Mam nadzieję, że jest ci przyjemnie.
Tak i zaczynam podejmować tą grę. Zbyt mi się to podoba, a nie powinno!
Dlaczego?
-Bo ty ze mną Jakubie flirtujesz! Czyż nie tak?
-Jeśli nawet, to czy to coś złego? Przecież tylko rozmawiamy :).
-Tylko? A może aż. Kiedyś przeczytałam, że powinniśmy zdawaćsobie sprawę z mocy słów, a ty Jakubie znasz moc własnych słów?
-Mam nadzieję, że tak i dlatego muszę coś powiedzieć.
-Tak?
-Cieszę się, że jesteś Mario.
-Dobranoc Jakubie.
Słoneczko zmieniło kolor. Zajaśniało czerwienią. Zaszło. Patrzyłna ekran, jeszcze raz przeczytła dialogowanie.
Za uchem poczuł ostre kłucie. Węzeł chłonny?
Ech Mario, Marysiu, wino przecież czasami ma cierpki smak.

ona

Odpaliła komputer.
Lampka koniaku w zasięgu dłoni, Norah Jones śpiewała „Live Dont Know Why”...., wieczór wchodził pod rękę z dźwiękami fortepianu.
To był ciężki, pracowity dzień. Teraz potrzebowała czegoś na rozluźnienie, na wyciszenie. Alkohol rozgrzewał i uspokajał. GG odezwało się od razu.
- Witaj :)
- Witaj! Miła niedziela?
- Teraz jeszcze milsza
- Pochlebca! A gdzie tak było miło?
- I tu i tam! A Ty co porabiasz?
- Klikam z Tobą. :)
- To może pójdziesz ze mną na spacer?
- Na spacer?
- Tak, dzisiaj przecież ostatni wieczór lata, więc może warto zakończyć je niekonwencjonalnie?
- A gdzież to mielibyśmy pójść?
- Może do parku? Posłuchamy czy jesień już nadchodzi.
- Zgadzam się na park.
- Więc idę po ciebie, słyszysz? Domofon dzwoni!
- Otwieram drzwi!
- Dobry wieczór :)
- Dobry wieczór.:)
- Jesteś gotowa? Weź sweter, trochę dzisiaj wieje.
- Wzięłam. Wychodzimy i co dalej?
- Idziemy, ja po Twojej lewej stronie, a Ty roześmiana z rozwianymi włosami idziesz obok mnie. O! Zobacz, już brama i platanowa aleja. Słyszysz ten szum wiatru w liściach? To chyba jesień nadchodzi. Lubisz jesień Mario?
- Tak, czuję się trochę taką jesienną.
- Jesienna Dziewczyna, Ładnie :) Masz zmarznięte ręce, więc biorę je w swoje i rozcieram. Już lepiej?
- Stanowczo! Masz takie gorące dłonie!
- Dlaczego je zabrałaś? Chciałem je tylko ogrzać.
- Chyba powinniśmy już wracać.
- Chcesz? Naprawdę?
- Naprawdę. Musze wracać, muszę wracać do siebie.
- Hej!, to tylko spacer, wirtualny spacer.
- Ale my nie jesteśmy wirtualni, jesteśmy naprawdę. Muszę już iść. Czy ten spacer zaplanowałeś?
- Tak i miałem nadzieję, że mi nie odmówisz.
- Wiedziałam, że tak powiesz.
- Więc, po co pytałaś?
- Bo chciałam to usłyszeć od Ciebie. Dobranoc Jakubie.
- Dobranoc Mario, śpij spokojnie.
Ostatnie krople koniaku spłynęły po ściśniętym gardle. Park, pusta ławka, pierwsze spadające liście. Poczuła coś, czego już od dawna nie czuła.

niedziela, 18 września 2011

on

Za plecami, włączony telewizor gadał schrypniętym głosem lektora, monitor odbijał jego twarz. Włączył. Nie chciał, ale włączył.. Ekran pojaśniał zabierając z sobą jego odbicie. Nie czekał długo.
  - Jestem
- Cieszę się, jak udały się zakupy? Lodówka już nie płacze że pusta?
- Nie, ale teraz płacze portfel.
- Że pusty?
- Aha. A Co u Ciebie?
 - Pomijając, że wczoraj czekałem na kogoś, kto obiecał być i się nie doczekałem, to wszystko jest ok.
- Wiem i przepraszam, ale wypadło mi coś ważnego.
- Trudno, czasami coś decyduje za nas i wtedy tak wychodzi.
- Ale nie mówmy już o tym. Zacznijmy od początku. Witaj Marysiu:)
- Witaj Jakubie!
- Widzisz! Od razu zrobiło się lepiej. Co u Ciebie?
- Wszystko dobrze, a u Ciebie?
- Także nieźle, zawłaszcza ostatnio się poprawiło.
- Wygrałeś w toto?
- Jeszcze nie, ale nie pracuję nad tym, właśnie wysłałem kupon. 13 milionów.
- I dlatego jest tak ok.?
 - Będzie jak wygram, a teraz? Przecież rozmawiamy, więc czy nie jest ok.?
- Po prostu cieszę się, że jesteś.
- Chyba czuję się trochę zażenowana.
- Dlaczego? Czyżbym powiedział coś nie tak?
- Ach, nie! Tylko już tak dawno nikt nie mówił, albo raczej nie pisał tak do mnie. Odzwyczaiłam się. - Nie wierzę.
- Że się odzwyczaiłam?
- Nie, że nikt Ci nie mówi, że chce z Tobą rozmawiać.
- Jakubie!
- Słucham?!
- Łapiesz za słówka, ale i tak dziękuję, to miłe.
- Do usług. Czy mogę Ci zadać pytanie?
- Pytanie to też rozmowa.
- Już się znamy, co prawda nie tak długo, ale te nasze rozmowy, to dla ciebie....?
- Czym są?
- Tak.
- ............................
- Zmiana pytania?
- Nie, tylko zaskoczyłeś mnie. Nie myślałam o tym w tych kategoriach. Czym są? Nie wiem, nie potrafię jeszcze tego zdefiniować czy zaklasyfikować.
- Nie chcę byś mnie wsadzała do szufladki z napisem - partner do GG.
- Nie mam szufladek. Źle się wyraziłam, chciałam powiedzieć, że ...., właściwie nie wiem co chciałam powiedzieć, zaskoczyłeś mnie. Lubię z Tobą rozmawiać, to wiem, wystarczy
- Wygłupiłem się? Cofam, gumka myszka i wymazuję!
- Tylko nie wymarz więcej niż potrzeba.
- Będę uważał! Więc?
- Więc! już późno i pora chyba zobaczyć czy nas nie ma w sypialni.
- Już? Więc śpij spokojnie i niech Ci się przyśni coś miłego. Wybacz, ale miałam dość ciężki dzień i oczy mi się kleją. Boje się, że zasnę z twarzą w klawiaturze!
- Taki nudny jestem?
- Jakub! To nie fair! Wiesz że tak nie jest, ale naprawdę już późno!
- Wiem! Zmykaj do łóżka! Jutro mi opowiesz, co ci się śniło, ok.?
- Ok.! Dobranoc!
- Dobranoc! Do jutra.
- PA!
- Pa.! - dołączył stokrotkę.
Kwiatuszek kołysał się w takt oddechu. Słoneczko zaświeciło na czerwono. Spojrzał na zegarek. Faktycznie, było już późno. Czas na sen.

czwartek, 15 września 2011

ona

Gdzieś po drodze, między jednym a drugim miejscem na ziemi, gdzieś na krańcu mapy. Po drodze z – do. Jezioro, kościelna wieża odbita w wodzie, rower popiskujący i kajak, kolorowy transparent “ Pożegnanie lata”. Zatrzymała samochód.
Z przestrojonych głośników basy dudnią na ful. Dzieciaki z zaciętością walczą o kolorowy balon i komplet kredek. Na drewnianych ławkach smętni dorośli, trzymają smętne piwo w plastikowych kubkach. Puste miejsce na trzy pa, zaprasza do tańca. Na straganie sznury kolorowych korali, obijają się o różańce. Cukrowa wata i nakręcana mysz. Kolorowe jarmarki.
Przez chwilę patrzyła, ale ścieżka wabi ciszą. Z każdym krokiem oddalała się od „pożegnania”. Szła wzdłuż jeziora. Mijała małe pomosty, na których wędkarze czekają na cud. Cud w postaci małego leszcza który musi zaspokoić instynkt łowcy.
- Biorą? Jest coś większego? – zapytała.
- Jest, czasami można taką........ – znany gest wędkarzy.
Woda odbitym złotem nieba, kłuje w oczy. Kaczki z rejwachem uprawiają przedwieczorną toaletę, znikając raz po raz pod powierzchnią. Ławka zasypana resztkami po pestkach słonecznika nie zachęca do zatrzymania. Ktoś się strasznie napracował. Następna jest już bardziej dostępna. Usiadła.
Późne popołudnie. Ciche rozmowy, równie leniwe jak popołudniowa godzina pozwalają na wyciszenie. - Pożegnanie lata? – odzywa się mężczyzna z wędką.
- Tak – odpowiedziała, patrząc na niebo odbite w wodzie i nie dodała nic.
Kiedy ruszyła dalej, Staś właśnie wygrał mazaki. Przydadzą się do szkoły. Jezioro żegna jarmarkowym klimatem. Mija następny dzień, dzień zakończony niespodziewanym przystankiem na drodze ku domowi. Przystankiem na pożegnanie lata.

niedziela, 11 września 2011

on

W słuchawkach Michael Buble w towarzystwie jazzowej trąbki, saksofonu i fletu wprowadzał go w soulowe klimaty, ekran pozwalał czytać całkiem niezłe teksty. Robota zrobiona, praca wykonana, pogoda niezła, sąsiadowi sfajczyła się wieża ( zdechło techno), a za oknem gwiazdy jak złote racuchy. Czyż można więcej żądać? Nie bądźmy zachłanni!
Roześmiał się. Kudłacz pod drzwiami zawtórował. Ok.! Wypad!
Stał wpatrzony w niebo. W powietrzu czuć było lato, dym i zapach smażonego mięsa. Ktoś właśnie grillem zaczął weekend.
Komórka odezwała się znaną melodią.
- Cześć, jakie plany na wolne?
- Pewnie jakiś grill, piwko i rodzinne pielesze. A co?
- A nie masz ochoty sprawdzić czy spławik jeszcze umie pływać?
- Rybki? Gdzie?
- Tam gdzie zawsze. Wchodzisz?
- A kto będzie?
- Ty się nie pytaj, kto będzie, tylko, kogo nie będzie! Stary, wszyscy ci, co powinni być. Oczywiście czysto męskie towarzystwo. Żadnych dziewczyn, pań, dam i tym podobnych stworzeń. Wpisowe, pięć piw. Marka dowolna! I?
- O której?
- To mi się podoba! Męska decyzja! 8 rano, koło Marka w pełnym rynsztunku.
- Nie za późno?
- Na rybki zdecydowanie, na wypad, wystarczająco. Rybki będziemy straszyć wieczorem. Cześć! Nie zapomnij wędki!
Usiadł. Nałożył słuchawki i słuchając Tangled pozwolił myślom na niemyślenie.
GG zaklikało. . ..... przysyła wiadomość. Nie odpowiedział.

sobota, 3 września 2011

ona

„Najbezpieczniejsze słowa, to słowa niewypowiedziane” - skończyła.
Przeczytała wszystko raz jeszcze, przez chwilę chciała jeszcze coś dodać, lecz zrezygnowała. Takie zakończenie było chyba najlepsze.
Nacisnęła „publikuj”.
Czy czas zmienia ludzi?
Bajki. Jej czytano i ona czytała. " Co pozostaje w nas z Misia, Pajacyka, czy Żaboklaka ?". Patrzyła w monitor. Dzieciństwo?
W zakamarkach przeszłości pamięć odnalazła stare pudło na strychu rodzinnego domu. Miś nie miał jednego oka, z rozdartej łapy wysypywały się trociny. Przyjaciel, przytulanka. Pamiętała wstyd, gdy ręka dowcipnisia wkładającego do śpiwora żabę, natrafiła na niedorosły dowód dzieciństwa.
Winę przyporządkowała nadopiekuńczej mamie, a miś szerokim łukiem poleciał w krzaki. Odnaleziony przy świetle latarki, schowany na samo dno plecaka, wrócił do domu.
Czy pozostało w niej coś z tamtej dziewczynki? Uśmiechnąła się. Czas robił swoje. Dziewczynka stała się kobietą. Została " misią" dla dorosłego mężczyzny i poznała smak pluszowego jestestwa. Biedne misie.
Zmienia kolor słoneczka. Miała ochotę porozmawiać. Puk, puk!
- Jest tam kto?
- ......................
- Nie ma, czy chce by go nie było?
- .....................
- Aż tak źle? Dzisiaj doktor Jakub znowu przytulił doktor Zosię. Zło minęło, bo znowu zaczęli rozmawiać. Może warto pogadać?
- ......................
- Jakubie, wiem, że tam jesteś, dlaczego milczysz. To, co czytam na blogu niepokoi mnie. Nie możesz mówić, czy nie chcesz?
- Nie chcę.
- Ufffffff ! Wiedziałam, że patrzysz na ekran, wiedziałam to! Bałam się tylko, że znowu nie odpowiesz. Nie obawiaj się, jestem gaduła, ale potrafię milczeć, kiedy trzeba.
- Nie trzeba. .
- Więc może tak! Jaka pogoda u ciebie?
- Chłodno, ale już trochę mniej. Cieszę się.
- Że mniej chłodnio czy , że co?
- Że jesteś.
- Byłam już kilka razy. Nie odpowiadałeś, więc myślałam, że nie chcesz bym przychodziła. Powiedziałam sobie, że jeśli dzisiaj nie odpowiesz, wymażę cię z mojego kajetu.
- Wiem.
- A skąd? Telepatia?
- Może, ale wiedziałem. Dobrze, że przyszłaś, Mario. Chyba potrzebowałem dzisiaj tej rozmowy.
- Więc, o czym będziemy rozmawiać?
- Może o niczym, tak po prostu.
- Jeśli chcesz, ale czy mogłabym ci zadąć jedno osobiste pytanie?
- Bardzo osobiste?
- Tak trochę.
- Pytaj.
- Nie chciałeś, czy nie mogłeś ze mną rozmawiać?
- Ani jedno, ani drugie.
- A trzecie?
- Trzecie, to myśli, które czasami są po za nami i trzeba je przywołać do porządku.
- I ty właśnie robiłeś porządki?
- Można tak powiedzieć.
- Mam nadzieję, że już posprzątałeś, poukładałeś i posegregowałeś. Ale nie mówili Ci, że do tych prac najlepsze są kobiety?
- Mówili, ale jakoś nie miałem ochoty na oddanie miotły w inne ręce. Czasami trzeba samemu wziąć się za porządki.
- I już czysto?
- Może jeszcze nie całkiem, ale pracuję nad tym. Kiepski dzisiaj ze mnie rozmówca.
- Rozumiem aluzję. Już mnie nie ma, dobrego dnia Jakubie.
Zanim zdążył odpowiedzieć, żółte słoneczko przy literze M, zmieniło kolor i zaczerwieniło się zachodem. Rozmówczyni zakończyła dialog. Poczuł się głupio.

piątek, 2 września 2011

on

"Coś chyba pochrzaniłeś! Przysłałeś mi ........................ . Na razie makietuję ten tekst, który dostałam. W razie czego, mogę jeszcze podmienić, ale musisz mi dostarczyć resztę do 23 dzisiaj. I nie rób mi więcej takich niespodzianek! cześć! ".
Spojrzał na zegarek. 22, 10. Zdążył!
Przez chwilę czytał i wcisnął „ wyślij”.
Był wściekły! Mysz piszcząc i skrzypiąc pojechała po podkładce.
- Kurwa! Jutro znowu będę musiał kupić następną – może od razu kilka? Zawsze to taniej niż np.klawiatura!
Patrzył na ekran. Jakim cudem tak pomieszał teksty? No tak, ostatnia chwila, ostatni moment. Niech to szlag. Był wykończony. Sprint z mordą na mecie.
Był wściekły tym bardziej, że mógł się wściekać tylko na siebie, i wyżywać na myszy.
Mysz wyżywania nie przeżyła, padła, nie zmniejszając ani na gram złości.
Siedział odchylony na krześle, z rękoma za głową, gapiąc się w monitor.
"niedostępne" słoneczko świeciło na liście kontaktów na czerwono. Chwilę jeszcze czekał mając nadzieję, że zmieni się w "dostępny", ale choć inne słoneczka zmieniały kolory, to na które patrzył, pozostawało ciągle "niedostepne".
Trochę zawiedzony, trochę poirytowany wyłączył komputer.
- Raz mogę pójść spać o chrześcijańskiej porze - pomyśał spoglądając na zegarek.
22.59.
- Idę spać z kurami! Kury! Już do wyra!

ona

Pijąc kawę spoglądała w okno. Wieczór kocim krokiem miękko wchodzi na parapet, płosząc piękny słoneczny dzień. Wiedziała że będzie właśnie taki! Skąd?
Wczoraj, a właściwie dzisiaj godzi 1.03. Komórka podskakuje niczym serducho w osiągnięcia mety. Wibracyjna jest!
- Tak?
- Nie śpisz? – pytanie.
- Jak słyszysz, nie śpię – odpowiedź.
- To wyjdź przed dom – propozycja dość stanowcza.
- Ok., wychodzę – odmowa w tym wypadku była niemożliwa.
- I co? – pytanie.
- No właśnie, co? – ciemność widzę i nic po za tym – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
Podnieś głowę do góry kobieto! – padło zadanie do wykonania.
Posłusznie podniosła.
Niebo obsypane gwiazdami wyglądało jak prezent urodzinowy. Mleczna Droga wyraźnie zaznaczająca swój ślad jaśniejszą smugą, Andromeda, Kasjopeja i Cepella, obięły ramionami Perseusza, a Panna właśnie szła na spotkanie z Arkturem.
- I co? – usłyszała przy uchu cichy głos – pięknie, prawda?
- Prawda - odpowiedziała patrząc w rozgwieżdżoną czerń.
- Co masz nad sobą? – pytanie.
- Mały Wóz – odpowiedziała.
- Ja także, zobacz, stoimy pod tym samym niebem, ależ ten Mały Wóz jest wielki! Dobrej nocy, śpij i śnij – życzy cicho słuchawka głosem starego przyjaciela.
- Dobrej nocy – odpowiedziała równie cicho – dziękuję za te niebo.
Stała i wdychała ciepłą noc.
Mówią, że takie niebo to na piękny dzień i mają rację. To był piękny dzień, który teraz zapalił niebo czerwienią zachodzącego słońca.
Nie miała dzisiaj ochoty na komputer. Dzisiaj robiła sobie wolne od wieczornej pracy, od internetu. Dzisiaj wieczorne czytanie, z kubkiem gorącej herbaty, i kawałkiem placka z kruszonką.
I mnie się jakaś przyjemność od czasu do czasu należy – rozgrzeszyła się w kwestii ciasta, i nastawiła czajnik na gaz.

czwartek, 1 września 2011

on

W szklaneczce złoty płyn, dym z papierosa nie przeszkadzał i po pracowitym dniu, mógł wreszcie zagłębić się inny, trochę zabawniejszy świat. Temat który już od dawna zasiał się w myślach jak maciejka pod oknem, wreszcie stawał się słowem. Pisał szybko. Emocje zamknięte w słowach zapełniały biały ekran czarnymi literami, przecinkami, kropkami.
Mężczyznom też zdarza się marzyć. Może nie afiszują się z tym tak jak kobiety, ale potrafią być czuli, namiętni, delikatni i romantyczni. Taki był? Czasami. Potrafił być nieprzyjemny, małostkowy, czasem po prostu chamski i porywczy. Patrzył na wskakujące litery. Spowiedź bliźniaka? Każdy ma w sobie tych dwóch. W tych warunkach w jakich się obracał, pierwszy odpadłby od razu. Ten drugi, cyniczny, obojętny i porywczy, przeżywał i miał się dobrze. Był tym zmęczony. Może dlatego siedział tu teraz i pozwolił pierwszemu wyjść ze skorupy i po prostu być.
Przerwał pisanie.
Nalał do kubka kawy, wlał w siebie odrobinę złotego płynu z pękatego kieliszka i słuchał. Toni Braxton pięknym ciepłym głosem prosiła by nie łamano jej serca, a on słuchał z przymkniętymi oczami i było mu dobrze. Tak niewiele trzeba.
“ ..Nieznajomy przesyła wiadomość..” Spojrzał na zegarek. Następny internatowy balowicz? Nie tylko on nie spał.
- witaj, jak się mamy?
Numer nic mu nie mówił. Był obcy. Właściwie nie po to został w domu, by siedzieć na gadulcu.
- hej, jest tam kto? Zaproszenie aktualne?
Zaproszenie?
- przepraszam, ale, z kim mam przyjemność?
- Oj nieładnie, najpierw się zaprasza a potem nie pamięta? Doktor Burski by tak nie postąpił!
Doktor Burski? Zaraz, coś mu zaczynało świtać.
- Ta, która nie lubi swojego imienia? Maria?
Uśmiechnął się.
- Widzę, że pan Jakub już sobie przypomniał, a ja myślałam, że widnieję drukowanymi literami na głównej liście znajomych.
- Pan Jakub sobie przypomina i Pani Maria właśnie zajęła właściwe miejsce na liście ( i to drukowanymi literami )
- I tak jestem rozczarowana, dopiero teraz? Chyba się gniewam!
Z uśmiechem wyjął z emotek kwiatek i wstawił.
- Czy tak skromna stokrotka może, choć trochę złagodzić gniew?
- ale tylko „choć trochę!”:)
- w takim razie przesyłam całą rabatkę:) czy rabatka zmaże moje gapiostwo?
- Rabatka zmaże, ale musisz coś do niej dorzucić!
- Konewkę żeby nawadniać stokrotki?
- I miałabym z tą konewką, po tej rabatce? Toż bym się zamęczyła! To tak mi życzysz?
- No i masz! Człowiek się stara, i kwiatki, i podlewaczka i nadal źle?
- Rozumiem jakby choć zraszacz, ale konewka? To tak dla zdrowotności miałoby być? W ramach ćwiczeń fizycznych?
- Ćwiczenia dla zdrowia są wskazane, ale w takim razie podsyłam zraszacz, wystarczy?
- Nie, bo to nie zaspokoi mojej ciekawości, a ta mnie uwiera:)
- Więc jak mam usunąć „uwieranie” :)
- Odpowiedzią na pytanie, co kolekcjonujesz Panie Marszand?
Uśmiechał się gdy pisał.
- Emocje.
- A dużo ich już masz w kolekcji?
- Całkiem pokaźny zbiór.
- Drogo za nie płacisz?
- To zależy od sprzedającego. Niektóre dostaję w prezencie, za niektóre płacę wysoką cenę.
- Czy także sprzedajesz?
- Raczej daję w prezencie.
- I każdy może dostać?
Zastanawiał się chwile nim odpisał.
- Nie, to są wyjątkowe okazy, dla wyjątkowych ludzi. A teraz ja mam pytanie. Mogę?
- Tak.
- Czy czekałaś na tą rozmowę?
Czekał. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo. Patrzył na ekran.
- nie wiem.
- nie wiesz, czy nie mówisz?
Tym razem odpowiedz przyszła natychmiast.
- muszę kończyć. Dobranoc Jakubie.
- dobranoc Mario, pięknych snów.
Wysłał kwiatek, w odpowiedzi pomachała mu rączka. Czekał jeszcze przez chwilę. Nic więcej nie przyszło.
Wyjął z paczki papierosa i zapalił. Sarah Connor wirowała w “ostatnim tańcu” a on właściwie nie rozumiał tego, co czuł. Sobotnia noc była nie całkiem samotna.

ona

Wieczór szarością wdrapywał się z wolna na okno. Dzień się kończył i wdzięczna była mu za to. Zabiegany, męczący, trudny, wreszcie dobiegał do mety, robiąc miejsce wieczornej ciszy.
Lubiła ten czas, czas tylko dla siebie, dla zebrania myśli, dla podsumowania tego co zrobione, co jeszcze przed nią.
Przeczytała pocztę, odwiedziła parę blogów, przeczytała kilka postów, przejrzała pozyskany materiał.
Zdjęcia nie były rewelacyjne, ale na uczciwym poziomie, i z pewnością da się coś wybrać.
Diana Krall wyznawała jesienną miłość, lampka czerwonego wina w zasięgu dłoni, myśli w dowolnym skupieniu.
Przez uchylone okno dochodziło szczekania psa i szum liści na wietrze.
Zdała sobie sprawę, że coraz częściej jej myśli błądzą wokół przebytej rozmowy.
Przymknęła oczy. Jasny prostokąt monitora jeszcze przez chwilę pozostał pod powiekami, by po chwili zniknąć w czerni zamkniętych oczu. Słuchała muzyki, wędrując z Krall po alejkach parku zasłanych dywanem jesiennych liści.
Głośnik zameldował uaktywnienie się GG.
Otworzyła oczy.
„Marszand zmienia status na zaraz wracam”
Przez chwilę wpatrywała się w słoneczko za chmurką i myśli pobiegły do przebytej niedawno rozmowy.
Rozsądek mówił „milcz”, ciekawość wpisała:
- Jest tam kto?

wtorek, 30 sierpnia 2011

on

Niech noc zadziała.
Kiedyś noce były inne, a może on był inny?
Dziś wypełnione innym wymiarem, stają się godzinami dzielącymi zmierzch od świtu. Każdy zagospodarowuje je jak może. Snem, miłością, zdradą, wirtualnymi rozmowami lub bezsennością na cześć.
Bagaż pod czaszką, zawierający ładunek myśli, przeniesiony z całego dnia, miesiąca, roku. Wirus wszedł w komputer – reset, wyczyść dysk, skonfiguruj na nowo.
Wirus wspomnień wszedł w pamięć- jak zresetować? zapomnieć? wyczyścić? „ Dzień dobry pani Magister, poproszę aspirynę i jedną amnezję!”
Szklanka wody, łyk i nic nie pamiętam. Jak dobrze.
Albo może zamienić na lepszy model? Już to zrobiono, i nie stało się nic, lub prawie nic. Tyle tylko, że noc straciła swoją enigmatyczność i stała się godzinami dzielącymi światło od mroku.
Chyba mi odbiło! - pomyślał - muszę coś zrobić dla zdrowia psychicznego. Dzwonię na ojom! W tę noc komputer nie będzie mi potrzebny. Masz wolne stary!
Sięgnął po telefon, wybrał numer.
- Witaj, dobrze że dzwonisz... - spokojny, ciepły głos który zawsze działał jak dobra amnezja.

ona

Poczuła potrzebę ruchu. Zmęczony kręgosłup bólem dopominał się o zmianę pozycji, więc bez namysłu wyłączyła laptop, zdjęła bluzą z wieszaka, ubrała buty, jeszcze nieodłączny aparat i po chwili już zbiegała ze schodów.
Ulica, alejka parkowa i po chwili zapach rzeki był już odczuwalny. Jeszcze tylko zejście ze skarpy i cel spaceru osiągnięty.
Stary dąb, widocznie już zbyt stary by stać, bo ułożył się na ziemi, rozkładając wokół zaschnięte konary. Usiadła.
Chłód wieczoru owiewał twarz i zagłębiał się w każdy zakamarek ubrania. Było chłodno. Patrzyła na wodę w której topiło się zachodzące słońce. Dzień kończył się jak zwykle wieczorem, tyle że tym razem nie siedziała na skrzypiącym krześle przed ekranem laptopa.
Myślała o ludziach i emocjach które nimi władają. Zawiść, złość, zazdrość, miłość, rozczarowanie, radość. To takie ludzkie.
A czym była wczorajsza rozmowa? Przecież rozmowy na gg traktowała jak dopust Boży. To dobre dla małolatów, więc co ją podkusiło? Nick? Marszand..., hmm.
Siedziała patrząc w horyzont. Na trzcinie przysiadł mały skrzydlaty wędrowiec. Wolnym ruchem sięgnęła po aparat. Dopiero po chwali zdała sobie sprawę ze światła. Z ręki nie zrobi. Flesz spłoszy klimat i złote refleksy na skrzydłach. Odłożyła aparat. Ptak spłoszony ruchem ręki wzbił się w górę i poszybował w stronę wieczornego słońca.
Wstała. Wilgoć od wody osiadła na ubraniu, czyniąc je nieprzyjemnie chłodnym.
Czas pomieszkać..., nie spiesząc się ruszyła w stronę domu.

niedziela, 28 sierpnia 2011

oni

Przebiegł po “znajomych” blogach. Zaczynał podziwiać tą dziewczynę. Z postów wyraźnie było widać, że to mocna osobowość. Imponowało mu to u kobiet. Nie był zwolennikiem “blondynek”, chyba, że na dobrej fotografii na której nie włosy były głównym atutem.
- Przyjemność już była, więc teraz do pracy. Klawiatura zaterkotała pod wprawnymi palcami.
Gg zasygnalizowało nadejście wiadomości. "Nieznajomy przesyła wiadomość". Był jak zazwyczaj "ukryty", ale "przyjaciele " wiedzieli, że jest. Przez moment zastanawiał się czy otworzyć. Nie miał ochoty na rozmowy.
- witaj, czy znajdziesz cierpliwość dla jeszcze jednej gaduły? :)
To raczej niecodzienne powitanie sprawiło, że po chwili namysłu odpowiedział.
- witam, a mam przyjemność z gadułą? :)
- Obawiam się że tak, więc jeśli nie jesteś uodporniony, proponuję czym prędzej nacisnąć “zamknij”
Uśmiechał się gdy odpowiadał:
- Zaryzykuję, a rozmawiam ?
- Maria, nieciekawe imię prawda? Rodzice są patriotami.
- Rodzice mają wspaniały gust, piękne imię. A jakimi drogami przywiodło Cię do mnie?
- Mało romantycznie to zabrzmi, ale z katalogu. Podałeś miasto, więc jakoś tak mi “zagrało’ kiedyś byłam tam przejazdem. Podobało mi się,. Ale rozumiem, że nie masz 99 lat jak podano w profilu?
- A jakbym miał ,to miałoby to jakieś znaczenie?
- Żadnego, ale wolałabym nie męczyć tak nobliwego mężczyzny :)
Roześmiał się. Rozmowa zaciekawiła go. Tak rzadko zdarza się zabawny rozmówca.
- więc możesz nie mieć skrupułów, mam trochę mniej:)
- to sprawę wieku już mamy za sobą, a jak mam się do ciebie zwracać? Dziadku tak mi nie bardzo, a i “ej ty” jakoś źle brzmi.
- To może Jakub?
- To imię czy “może” ?
Rozmowa coraz bardziej zaczynała go bawić.
- Imię, moi rodzice też byli patriotami i na dodatek religijnymi.
- Podzielam gust rodziców. Jakub. Jak doktor Burski?
- Kto?
- Doktor z Leśnej Góry, serial TV:)
- Aha, nie skojarzyłem, rzadko oglądam seriale.
- Ja też, ale jakoś tak mi zagrało. Oj coś mi dzisiaj “gra” No i masz, zaczyna się :)
- Co?
- Gadulstwo, jeszcze chwila i nie zatrzymam się, zagadam cię na śmierć.
- Nie szkodzi, mam czas, więc chętnie posłucham, a raczej poczytam:)
- nie kuś :)
- Zaryzykuję :)
- Ale ja nie, nie chcę byś już po pierwszej rozmowie nabrał przekonania, że nie potrafię wyhamować. Udowodnię że tak i się pożegnam. Dziękuję za uroczą rozmowę i mam nadzieję, że cię nie zanudziłam.
- Uciekasz? Trudno, to ja dziękuję że ci “ zagrało”. Mam nadzieję, że jeszcze będę miał okazję być “zagadywany” :)
- Rozumiem, że zostałam zaproszona na następną wizytę? :)
- Będzie mi miło, adres już znasz.
- Znam. Miło było cię poznać Jakubie. Przyjemnego wieczoru.
- To mnie było miło Marysiu. Do zobaczenia i miłego końca dnia.:)
Z emotek wybrał kwiatka i przesłał “rozmówczyni”, w odpowiedzi “ łapka” pomachała mu na dowidzenia.
Patrzył na zdania zapisane na pomarańczowym kwadracie, na machająca łapkę i uśmiechnął się pod nosem. Miła koza, pomyślał i wrócił do wklepywania.
Marysia, faktycznie, dawno nie spotkał tego imienia. Po chwili klawiatura zaterkotała pod jego palcami. Miał do przepisania jeszcze sporo tekstu. Do poniedziałku musiał to oddać.

on

Przeczytał. Poobiednia kawa smakowała gorzej niż poranna, ale przyzwyczajenie jest podobno drugą naturą. Choć wiedział, że powinien zrezygnować z tej drugiej, to w imię, czego? Komfortu życiowego, czy kilku miesięcy więcej? A przyjemność?
Znał wiele takich " przyjemności”, z których powinien zrezygnować, ale nie zamierzał. Stać go było, miał gest! Tu może być sobą? No właśnie, dlaczego tylko tu? Bo okazywanie uczuć jest źle widziane? świadczy o słabości, czy też o niedostosowaniu?
Miał to gdzieś. Każdy chce mieć, na kogo czekać. Zaliczenie, sport? Kretynizm. Wiedział, że mógłby przegadać pół nocy, że potrafiłby dać z siebie wiele, gdyby ktoś potrzebował tego, co mógłby ofiarować.
A co? Nic tylko słowa, słowa, słowa. Na więcej nie mógł sobie pozwolić. Nadal czekał na słowa.
Przeczytał, chciał coś dopisać, ale zrezygnował.
publikuj.

ona

Patrzyła w ekran.
Przeczytała parę postów, komentarzy i poczuła się zmęczona, albo raczej znużona. Przecież to jest nieporozumienie. Komu jest potrzebna? Nawet sobie nie.
Ręka zawisła nad "skasuj".
Nie wiedziała dlaczego się powstrzymała. Kiedyś ktoś w podobnej sytuacji powiedział" czasami trzeba odpocząć".
Nie była zmęczona.

sobota, 27 sierpnia 2011

on

Przeglądnął swój blog. Zlepek myśli, emocji, refleksji. Brak spójności, rytmu i przejrzystości. Do diabła! Gdzie indziej zmuszony jest być spójnym i przejrzystym, tu nie musi, tu nie chce.
Jakże różne są blogi. Odnalazł poezję, "usiłowanie" poezji, ciekawe przemyślenia, bełkot, tematy "zastępcze" i egzaltacje.
Ale to dobrze, ta różnorodność daje możliwość wyboru. Wiedział, że na niektóre będzie wracał.
Nie będzie nic zmieniał, niech te myśli biegną swoim torem, nawet jeśli jest to ślepy tor.
Publikuj posta.