Gospodarczy dzień czuła w całym jestestwie. Przyjemne fizyczne zmęczenie pozwalało zapomnieć choć na chwilę o zmęczeniu psychicznym. Ostatnie tygodnie odłożyły się znużeniem, zniechęceniem. Ileż można iść pod górę? Zadyszka wspinaczką dawała się ostro we znaki, przytępiając apetyt na cokolwiek.
Spojrzała na gg.
Słoneczko Marszanda świeciło pełnym blaskiem. Po kilku nieudanych próbach nawiązania rozmowy zamilkł. Sama nie wiedziała dlaczego nie odpowiadała. Nie miała w sobie słów, myśli, którymi chciałaby się podzielić, a bezowocna paplanina była bezsensowna.
Czy to prace fizyczne, czy może odtajanie psychiczne spowodowało że czekała na jego odezwanie. Zmieniła status na "zaraz wracam" by ułatwić mu zaklikanie.
Przejrzała pocztę. Parę nieistotnych wiadomość, spam, oferta od producenta..., szybko zrobiła porządek, wylogowała się.
Z listy zaprzyjaźnionych blogów wybrała kilka, przeczytała, skomentowała, blog Marszanda zostawiła na koniec.
Od ostatniej jej bytności przybyło parę postów. Jak u większości przeważała tematyka nadchodzących Wszystkich Świętych, refleksje, zadumanie. Przeszła do komentarzy. Długi wianuszek czytaczek jak zwykle wiernie komentowało posty, zachwycając się treścią, sposobem narracji. Fakt, że potrafił w prostych słowach wyrazić sporo emocji, że myśli ubrane w słowa były klarowne, że żonglował nimi niczym wytrawny żongler mistrzowsko wykonujący swój zawód, ale czytała sporo blogów pisanych równie ciekawie, których autorkami były kobiety, a wianuszki odwiedzających były znacznie uboższe.
Refleksja nasuwała się sama..., panowie, będący w mniejszości, mieli dużo większe powodzenie, i niekoniecznie powodem była treść, i sposób przekazu.
Uśmiechnęła się do myśli niewypowiedzianych, nienapisanych i wróciła do czytania...
"Dzień
zadumy, wspomnień i spotkań nad grobami najbliższych. W telewizji
wspomnienia tych, którzy odeszli, a jednak pozostali. Ostateczny
koniec dotyka wszystkich. Pani Ostateczność zagarnia w swe ramiona
każdego. Bogatych, biednych, znanych i tych bezimiennych.
Dzisiaj
też uzmysławiamy sobie krótkość tej naszej wędrówki i to, że
trwonimy nasz czas na tyle niepotrzebnych rzeczy.
Jadąc
z cmentarza usłyszałem w radio utwór, który przepięknym głosem
Anny German uzmysłowił mi to, o czym tak często zapominamy.
“ Uśmiechaj
się, do każdej chwili uśmiechaj,
Na
dzień szczęśliwy nie czekaj,
Bo
kresu nadejdzie czas, nim uśmiechniesz się chociaż raz.
Uśmiechaj
się, uśmiechaj się!”.
Pamiętam
Jej uśmiechniętą twarz. Taką ją pamiętam, Matkę. Chciałbym by i mnie
takiego zapamiętano. Żebym umiał tak cieszyć się z każdego dnia
jak Ona. Staram się."
Musiał ją bardzo kochać..., pomyślała kończąc czytanie. Przez chwilę miała ochotę skomentować, ale widząc kilkadziesiąt wpisów, zrezygnowała. Nigdy nie lubiła tłoku, nie znosiła być jedną z wielu, może dlatego tak często czuła samotność?
Spojrzała na jego gg, i w tej chwili złote słoneczko przeszło czerwienią w "niedostępny". Poczuła się zawiedziona. Czemu?
Podświadomie była pewna, że Jakub, gdy tylko zobaczy że jest dostępna, odezwie się, i rozminięcie się rzeczywistości z jej scenariuszem nieprzyjemnie ukłuło jej kobiecą próżność.
Przez chwilę patrzyła w ekran, i po chwili zdecydowanym ruchem kliknęła na "zamknij".