niedziela, 11 września 2011

on

W słuchawkach Michael Buble w towarzystwie jazzowej trąbki, saksofonu i fletu wprowadzał go w soulowe klimaty, ekran pozwalał czytać całkiem niezłe teksty. Robota zrobiona, praca wykonana, pogoda niezła, sąsiadowi sfajczyła się wieża ( zdechło techno), a za oknem gwiazdy jak złote racuchy. Czyż można więcej żądać? Nie bądźmy zachłanni!
Roześmiał się. Kudłacz pod drzwiami zawtórował. Ok.! Wypad!
Stał wpatrzony w niebo. W powietrzu czuć było lato, dym i zapach smażonego mięsa. Ktoś właśnie grillem zaczął weekend.
Komórka odezwała się znaną melodią.
- Cześć, jakie plany na wolne?
- Pewnie jakiś grill, piwko i rodzinne pielesze. A co?
- A nie masz ochoty sprawdzić czy spławik jeszcze umie pływać?
- Rybki? Gdzie?
- Tam gdzie zawsze. Wchodzisz?
- A kto będzie?
- Ty się nie pytaj, kto będzie, tylko, kogo nie będzie! Stary, wszyscy ci, co powinni być. Oczywiście czysto męskie towarzystwo. Żadnych dziewczyn, pań, dam i tym podobnych stworzeń. Wpisowe, pięć piw. Marka dowolna! I?
- O której?
- To mi się podoba! Męska decyzja! 8 rano, koło Marka w pełnym rynsztunku.
- Nie za późno?
- Na rybki zdecydowanie, na wypad, wystarczająco. Rybki będziemy straszyć wieczorem. Cześć! Nie zapomnij wędki!
Usiadł. Nałożył słuchawki i słuchając Tangled pozwolił myślom na niemyślenie.
GG zaklikało. . ..... przysyła wiadomość. Nie odpowiedział.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz