Poczuła potrzebę ruchu. Zmęczony kręgosłup bólem dopominał się o zmianę pozycji, więc bez namysłu wyłączyła laptop, zdjęła bluzą z wieszaka, ubrała buty, jeszcze nieodłączny aparat i po chwili już zbiegała ze schodów.
Ulica, alejka parkowa i po chwili zapach rzeki był już odczuwalny. Jeszcze tylko zejście ze skarpy i cel spaceru osiągnięty.
Stary dąb, widocznie już zbyt stary by stać, bo ułożył się na ziemi, rozkładając wokół zaschnięte konary. Usiadła.
Chłód wieczoru owiewał twarz i zagłębiał się w każdy zakamarek ubrania. Było chłodno. Patrzyła na wodę w której topiło się zachodzące słońce. Dzień kończył się jak zwykle wieczorem, tyle że tym razem nie siedziała na skrzypiącym krześle przed ekranem laptopa.
Myślała o ludziach i emocjach które nimi władają. Zawiść, złość, zazdrość, miłość, rozczarowanie, radość. To takie ludzkie.
A czym była wczorajsza rozmowa? Przecież rozmowy na gg traktowała jak dopust Boży. To dobre dla małolatów, więc co ją podkusiło? Nick? Marszand..., hmm.
Siedziała patrząc w horyzont. Na trzcinie przysiadł mały skrzydlaty wędrowiec. Wolnym ruchem sięgnęła po aparat. Dopiero po chwali zdała sobie sprawę ze światła. Z ręki nie zrobi. Flesz spłoszy klimat i złote refleksy na skrzydłach. Odłożyła aparat. Ptak spłoszony ruchem ręki wzbił się w górę i poszybował w stronę wieczornego słońca.
Wstała. Wilgoć od wody osiadła na ubraniu, czyniąc je nieprzyjemnie chłodnym.
Czas pomieszkać..., nie spiesząc się ruszyła w stronę domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz