czwartek, 15 września 2011

ona

Gdzieś po drodze, między jednym a drugim miejscem na ziemi, gdzieś na krańcu mapy. Po drodze z – do. Jezioro, kościelna wieża odbita w wodzie, rower popiskujący i kajak, kolorowy transparent “ Pożegnanie lata”. Zatrzymała samochód.
Z przestrojonych głośników basy dudnią na ful. Dzieciaki z zaciętością walczą o kolorowy balon i komplet kredek. Na drewnianych ławkach smętni dorośli, trzymają smętne piwo w plastikowych kubkach. Puste miejsce na trzy pa, zaprasza do tańca. Na straganie sznury kolorowych korali, obijają się o różańce. Cukrowa wata i nakręcana mysz. Kolorowe jarmarki.
Przez chwilę patrzyła, ale ścieżka wabi ciszą. Z każdym krokiem oddalała się od „pożegnania”. Szła wzdłuż jeziora. Mijała małe pomosty, na których wędkarze czekają na cud. Cud w postaci małego leszcza który musi zaspokoić instynkt łowcy.
- Biorą? Jest coś większego? – zapytała.
- Jest, czasami można taką........ – znany gest wędkarzy.
Woda odbitym złotem nieba, kłuje w oczy. Kaczki z rejwachem uprawiają przedwieczorną toaletę, znikając raz po raz pod powierzchnią. Ławka zasypana resztkami po pestkach słonecznika nie zachęca do zatrzymania. Ktoś się strasznie napracował. Następna jest już bardziej dostępna. Usiadła.
Późne popołudnie. Ciche rozmowy, równie leniwe jak popołudniowa godzina pozwalają na wyciszenie. - Pożegnanie lata? – odzywa się mężczyzna z wędką.
- Tak – odpowiedziała, patrząc na niebo odbite w wodzie i nie dodała nic.
Kiedy ruszyła dalej, Staś właśnie wygrał mazaki. Przydadzą się do szkoły. Jezioro żegna jarmarkowym klimatem. Mija następny dzień, dzień zakończony niespodziewanym przystankiem na drodze ku domowi. Przystankiem na pożegnanie lata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz