wtorek, 23 sierpnia 2011

między cieniem, a cieniem... .

Między cieniem a cieniem.
Szare niebo, rozerwane wiatrem na pół, pozwala odrobinie błękitu zabarwić szarą taflę jeziorka.
Mokre od nocnego deszczu deski pomostu, skrzypią w takt kroków. Jeden, dwa, trzy.... .
Niewielka przestrzeń mierzona odgłosami kroków, kończy się ciszą. W gładkiej tafli wody, przegląda się pochylony stary dąb. Gałęzie zmęczone latem, zanurza w wodzie i pozwala młodym żołędziom na sierpniową kąpiel. Przybrzeżne trzciny, zatopioną w wodzie odwrotnością, spoglądają w niebo.
Dłonie odnajdują miejsce na poręczy, wzrok miejsce w zatopionym niebie.
Odbicie, zniekształcone wiatrem, tańczy na przybrzeżnej płyciźnie.
Obok jednego cienia, pojawia się drugi cień.
Jeszcze osobno, jeszcze tuż, tuż. Między cieniem a błękitem, między cieniem a cieniem, jest coraz mniej miejsca na samotność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz